2004-06-15, 22:10
Tomhop

Wprowadziłem jakiś czas temu, zwyczaj "chorałowania" przed piesnią w kościele w którym gram. Są to krótkie przygrywki chorałowe. Muszę przyznać że sprawdza się to znakomicie. Przed rozpoczęciem rozdawania przez Kapłana Komunii grywam dłuższe chorały np. n.t. pieśni "Bądzże pozdrowiona". Dzięki temu bywa tak że wierni już wiedzą po zagranej melodi chorału jaka piesń będzie śpiewana i sami zaczynają po chorale, wraz z pleno organów. Ktoś może powiedzieć, że zwyczaj ten pochodzi z mszy luterańskich - owszem, ale dlaczegoby nie czerpać z róznych zbożnych zródeł.
Co sądzicie Państwo o krótkich przygrywkach chorałowych przed pieśnią?



2004-06-15, 22:14
Tomasz Sobczuk

Może to i niekatolicki zwyczaj, ale jest pięknym wprowadzeniem do pieśni, daje duże możliwości ukazania brzmienia organów i "działa" na umuzykalnonych wiernych pozytywnie

2004-06-16, 14:33
Wojtek Matczak

Bardzo dobry pomysł! Pod warunkiem, że wszyscy zdążą zaśpiewać pieśń na komunię(gra solowa jak najbardziej ,ale na uwielbienie!!!)

2004-06-17, 21:58
Tomhop

Głównie są to improwizacje. Te najlepiej się sprawdzają podczas liturgii.
Jednak zainteresowanym polecam przygrywki oraz materiały nutowe ze strony:
http://www.organy.art.pl/liturgia.php?lit_kat_id=7



2004-06-17, 22:30
Tomasz Sobczuk

Bardzo sympatyczne harmonizacje. Tak zerknąłem i cieszę się, że są w internecie takie pomoce dla nas, organistów. Pan Tomhop ma bardzo dobre rozeznanie, widzę, w zasobach internetowych i to się chwali...

2004-06-19, 13:38
Jacek Rządkowski

Cieszę się niezmiernie, iż Szanowni Koledzy odnoszą się pozytywnie do mej radosnej twórczości. Pozwolę sobie nieco uszczegółowić. Pod wskazanym wyżej linkiem są wszystkie materiały nutowe z naszej strony, a większość z nich to zaiste raczej harmonizacje.

Co do popełnionych przeze mnie przygrywek chorałowych (jako utworów stricte) - to radzę ich szukać pod adresem: http://www.organy.art.pl/liturgia.php?lit_id=13

W najbliższym czasie zamierzam jeszcze popełnić dwie w stylistyce "regerycznej" (jedna już w trakcie), po czym chyba trochę odpocznę, bo zaczyna się to robić cokolwiek monotonne. Do pisania dalszych harmonizacji natomiast zasiądę po okresie urlopowym. Na razie jestem troche przemęczony i nie bardzo mi się chce, co jak sądzę, Koledzy rozumieją (Komunie, Bierzmowanie, Boże Ciało z oktawą, codzienne nabożeństwa etc.).

Co do spraw przygrywek - to pomijając wskazane już przez Kolegów miejsca liturgii zwracam uwagę na czas przed rozpoczęciem celebracji (no trzeba być przy instrumencie parę minut przed liturgią ) ale zagrać wtedy cokolwiek również można, i to niekoniecznie tylko przygrywkę do pieśni na wejście.

2004-07-04, 22:47
org.Betty

hehe, a ja robie delikatną przygrywkę, zazwyczaj początek lub jakaś częsci pieśni .. a potem już pełną parą gram :)

2004-07-05, 22:40
Tomasz Sobczuk

Staram się przed każdą pieśnią zagrać "przygrywkę" (zazwyczaj dwa-trzy) ostatnie takty, lub małą improwizację na temat danej pieśni. Faktycznie, przedłuża to, zwłaszcza, gdy gram na Offertorium pieśń o długiej zwrotce, dlatego trzeba liczyć się u niektórych Kapłanów na "Módlmy się!" w trakcie pieśni...

2004-07-05, 23:34
Rafal Kobic

Na przygrywke ja daje ostatnia linijke (czyli jakies cztery takty) przewaznie troche delikatniej, a potem na pelen organ z tubalnym zaintonowaniem (glosowym oczywiscie) jadziom piesna do Bozi.
Rafal

2004-07-26, 13:44
Quattro

Witam.
A mnie sie kiedyś przydarzyła straszna tragedia! Mowę mi odjęło w sobotę wieczór. ( dociekliwych uspokajam, że nie było to spowodowane niczym, co wypiłem, ani też nadmiernymi wrzaskami typu:- Góraaaalu... po tym, co wypiłem. ) Ot poprostu niedyspozycja gardziołka. Na domiar złego rzutnik mi "klęknął" - padł transformator i nie szło naprawić od ręki. Czarna rozpacz! Przed każdą mszą niedzielną ( 8 szt. ) proboszcz informował lud boży co zaszło, i że śpiewać będą bez pomocy. I co??? Po niedługim wstępie kilku fraz pieśni cały kościół karnie wchodził i huczał pełną piersią. Trochę przystawał "szukając" czy to kolejna zwrotka, czy drugi refren. Psalm czy kyrie musiał wspomóc celebrans, ale śpiew wiernych był " prima sort"! Żadnych opóźnień, rozwlekań ( u nas śpiewa się dość dynamicznie ) zawodzenia... Patrzyłem na mój odchylony w niełasce na bok mikrofon i szczerze zastanawiałem się :- Chyba cię wyciepnę do lamusa mój drogi...!
Pisze to dlatego, że tu na tym przykładzie widać, że ludziska potrafią słuchać i jak chcą, to potrafią śpiewać nawet bez prowadzenia i bez tekstu przed nosem. Jednak gardziołko ozdrowiało i wróciła szara rzeczywistość. Uważam jednak, że te przygrywki chorałowe wiele dają - zmuszają ludzi do słuchania tego co będa spiewać, aczkolwiek uważam, że za długie wytrącają lud z "mobilności". Jest to więc żmudny proces wychowania ludzi do śpiewu. Ja pomny tamtej sytuacji pieśni prowadze "półgębkiem" ( co nie znaczy to samo, że mruczę pod nosem ) zaś spiewy miedzylekcyjne i wersety z pieśni dialogowanych śpiewam tak, by każdy zrozumial bez wysiłku o czym się śpiewa. Uważam za godną uwagi metodę przygrywek chorałowych przed pieśniami, jako wychowującą wiernych do śpiewu i zmuszającą do "słuchania organów" a nie tylko do bezmyślnego pójścia za stadem ( lub raczej za przewodnikiem stada ), gdy zacznie śpiewać. Im większy kunszt muzyka tym lepiej zaprezentuje w tym krótkim przecież czasie walory brzmieniowe instrumentu i swoją wirtuozerię. Polecam ze wszech miar!
pozdrawiam :
Maciek M.

2004-08-10, 13:05
Janek

Zwyczaj grania przygrywek chorałowych jako wstępów do pieśni rzeczywiście pochodzi z Kościoła Luterańskiego, a na wyżyny sztuki wyniósł go J. S. Bach. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby przenieść go na graunt katolicki (pod warunkiem, że ktoś to potrafi uczynić) tym bardziej, że muzyka liturgiczna u naszych Braci Ewangelików stoi na nieporównywalnie wyższym poziomie. W swojej praktyce stosuję często ten zwyczaj, choć dziś już nie korzystam z opracowań wielkich mistrzów, a to głównie dlatego, że muzyka w kościele powinna respektować przebieg akcji liturgicznej. Dlatego (kiedy jest na to czas) rozpoczynam improwizację na dowolny temat (stworzony na bieżąco), po czym płynnie przechodzę do tematu granej za chwilę peśni. W tym czasie - nie przerywając grania - ustalam rejestraturę, którą wykorzystam w pieśni. Możliwość improwizowania daje mi komfort psychiczny płynący stąd, że ksiądz nie będzie musiał czekać na moje zakończenie (a niektórzy tego bardzo nie lubią i brutalnie "wchodzą" z modlitwą nie bacząc na muzykę tworzącą nastrój indywidualnej modlitwy), jak również nie zakończę zbyt wcześnie i nie powstanie zbyt długi czas milczenia (które także musi mieć swoje miejsce w liturgii) Przestrzegam jednak przed praktyką improwizowania tych, którzy tego zupełnie nie "czują" i polecam w takim przypadku gotowe przygrywki chorałowe. Czasem jednak ani pierwsze, ani drugie rozwiązanie nie jest możliwe do zastosowania, a to za przyczyną takich prezbiterów, którzy twierdzą, że "...organista ma podgrywać do śpiewu, a nie urządzać koncerty...". Sam miałem wątpliwą przyjemność takiego spotkać i nie potrafiłem go przekonać. No cóż....... Mimo wszystko życzę sukcesów!

2004-09-24, 12:05
Paweł Adamczyk

Dla mnie to oczywiste żeby zrobić przygrywkę z tematem pieśni koniecznie, ażeby ludziska wiedzieli, co się do nich gra i co za chwilę Panu Bogu będą śpiewać. Gram cicho i w zależności od sytuacji długo lub krótko, ładnie kończę na tonice (jeżeli nie ma żadnych modulacji), po czym przeskakuję na I man. (albo podciągam suwak głośności w Casio ) i robię króciutkie zejście na dominantę (przeważnie z septymą), oddech - i zaczynam grać. Mówię wam, po prostu niemożliwe jest, aby ludzie tego nie złapali i zaraz nie zaczęli śpiewać!

2004-12-27, 22:38
konan

Sam staram sie cos stworzyc przed piesnia - zwlaszcza na Komunie, bo wtedy jest wiecej czasu. Proboszcz mnie chwali za ciekawe pomysly... ale wlasnie wtedy (podczas "przygrywek") dociera do mnie, jak jeszcze maly jestem za organami... dopadaja mnie mysli ze "to jeszcze nie bylo to...". No ale sie staram . A co do rozpoczęcia Mszy, to często zaczynam pieśń nieco wczesniej. A zwlaszcza teraz, w okresie koledowym. Wtedy celebrans wchodzac dzwoni bardzo delikatnie, zeby ludziom nie przeszkadzac, albo niekiedy nie dzwoni wcale.
Ale jeszcze inna sprawa. Tomhop, jesli dobrze Cie zrozumialem, to grasz choral, a potem od razu pleno. Czy tak? Ja zawsze po "przygrywce" pierwsza fraze piesni spiewam przy jakichs slabych glosach na II man - dopiero jak juz "podam" glosem piesn, to przechodze na I man. i jade dalej.
Czy lepiej moze zaczynac piesn od razu grajac glosniej? Musze przyznac, ze mam mieszane uczucia - z jednej strony dobrze jest, zeby lud wyraznie uslyszal, jaka piesn zaczynam, ale z drugiej strony widze, ze sie ludek wacha, kiedy ma zaczac spiewac. Np. zaczynam: "Badzze pozdrowiona Hostio zywa" i slysze jak czesc ludzi mi wchodzi ze spiewem juz po slowach "Badzze pozdrowiona" i slyszac, ze dalej gram cicho, milkna speszeni.

[ Dodano: 2004-12-27, 22:46 ]
A co do niedomagan glosowych - mialem w tym roku wyciete migdalki. Jednak tak mi bylo teskno do organow, ze oczywiscie nie wytrzymalem na zwolnieniu i poszedlem do mojego kosciolka. Nawet mowic nie moglem. I tu mila niespodzianka. Oczywiscie, staralem sie zeby moje przyfrywki byly jak najbardziej naprowadzajace na piesn, ale nie spodziewalem sie, ze lud (powiadomiony przez proboszcza o moich niedomaganiach) tak sie wykaze. Parafialne aktywistki sie strasznie przejely tym, ze organista wymaga pomocy, ze kosciol grzmial od spiewu. Mialem troszka jednak problemy z utrzymaniem rytmu, no ale od czego sa miksturki:-). Po uzyciu takowej lud od razu rozumial o co chodzi i rytm sie wyrownywal:-).
Ale az bylo widac, ze ludzie doceniaja, ze przyszedlem mimo zwolnienia i chca mi pomoc. Taka mila mysl wdarla mi sie wtedy do glowki .
Zagralem tez 2 sluby, glosu ozyczyla mi "kantorka". Ale to przemilczmy... bije sie w piersi, powinienem ja byl wczesniej sprawdzic... Ladny glos to nie wszystko;-)

2004-12-27, 22:46
Hubert Krause

(...) Ja zawsze po "przygrywce" pierwsza fraze piesni spiewam przy jakichs slabych glosach na II man - dopiero jak juz "podam" glosem piesn, to przechodze na I man. i jade dalej.



I ja tak robię. Myślę, że to dobre rozwiązanie. Lud wyraźnie słyszy co "jedziemy" a gdy się dołączy to i ja "dołączam" kilka głosów . W praktyce intonuję pieśń na II Man (Flet 8' + Flet 4') a dgy lud zaczyna śpiewać "spadam" na I Man.

Pozdr.

2004-12-27, 22:57
Paweł Adamczyk

Osobiście myślę, że to niezbyt fortunna praktyka. To po prostu dziwnie brzmi, wolę jak organista od razu coś przywali, tylko musi zrobić jednoznaczny wstęp i taką przygrywkę, żeby wszyscy wiedzieli kiedy wejść, najczęściej jest to oderwanie rąk od klawiatury po dominancie septymowej, robi się wtedy taki oddech, nie ma siły żeby nie weszli, nawet przy bardziej znanych pieśniach nie trzeba intonować.

2004-12-27, 23:03
Hubert Krause

Ta. Niema siły żeby nieweszli No babcie wejdą zawsze i wszędzie pytanie tylko w jakiej tonacji? Czy oby na pewno w tonacji organisty? Ja wolę sam zaintonować.

2004-12-28, 16:03
Arkadiusz Frącz

Z doświadczenia wiem, że babcie potrafią wejść w najmniej oczekiwancyh momentach i w najmniej oczekiwanych tonacjach i to nawet wtedy, gdy są przyzwyczajone, że pieśń intonuje zawsze organista. No cóż - taka to już niewyuczalna odmiana kobiety.

2004-12-28, 22:40
Hubert Krause

No właśnie! Babcia uważa, że teraz trzeba zacząć i to właśnie w takowej tonacji i nie ma mocnych

Pozdr.

2004-12-28, 23:16
konan

Ale ja nie mowie, zeby nie spiewac. Pytam tylko, czy lepiej zaintonowac piesn na cichych rejestrach a potem gloosno, czy po przygrywce od razu pleno ze spiewem. Ja stosuje to pierwsze rozwiazanie. Dzisiaj jednak, celem doswiadczenia, zastosowalem te druga metode. Ludzi chyba nawet zachecalo do spiewu. Tylko mi sie dziwnie gralo, zwlaszcza "Cicha noc" w ten sposob. Chyba zostane przy 1 metodzie - ludzie sie juz przyzwyczaili.....

2004-12-29, 16:54
Paweł Adamczyk

Nie wiem, czemu u Was jest inaczej, u mnie wchodzą. Wiadomo że nie wszyscy wejdą od razu, ale na 2, max.3 takcie już raczej jest głośno.

2004-12-29, 20:40
Hubert Krause

Ja tam i tak specjalnie w to nie wierzę . Babcie tak same z siebie intonują pieśń? Jak ja zaintonuje to mam pewność, że ktoś ten śpiew na kościele podejmnie. A jak babcie zaczną coś mruczeć pod nosem to się kościół rozkręci na 6 zwrotce

Pozdr.

2004-12-29, 21:38
Arkadiusz Frącz

O ile słowa 6 zwrotki zna, albo jeśli ma akurat przy sobie śpiewnik (i umie czytać, co nie wszystkim wiernym jest dane:) )

2004-12-29, 21:41
Hubert Krause

A jak nie ma to zaśpiewa 6 razy tę samą zwrotkę Znam takie przypadki.

Pozdr.

2004-12-29, 22:54
yacek

witam wszyskich użytkowników Forum
mam na imie Yacek i postaram się włączać w pogawędki
nawiązując do intonowania pieśni, to moje zdanie jest takie ,że babkom trzeba pomóc i po krótkim chorale zaintonować pieśń. u mnie ludki śpiewają od razu i z dużą werwą, ale ja gram tylko w nidziele i na "imprezach okolicznościowych"

2004-12-30, 13:53
konan

Chyba jednak zostane przy intonowaniu piesni ciszej...
U mnie babcie sa przyzwyczajone, ze organista intonuje piesn i kolejne zwrotki. Dzieki temu moge bez zadnych komplikacji (no, prawie zawsze:-) ) zrobic interludium, cos "pocudowac" miedzy zwrotkami piesni.

2004-12-31, 10:52
konan

U mnie babcie nie maja szans na cudowanie:-)). Moze dlatego, ze sie przyzwyczaily do mojego interludiowania? Zreszta daje im wyrazne znaki, ze po zwrotce (gwoli urozmaicenia i chwilowego oddechu) bedzie interludium. Zmieniam rejestry, czasami manual. przechodze do rownoleglej tonacji na chwile. A jak konczyc tez sie staram wyraznie, ladnie sprowadzic na tonike, D lub D7. I dopokoi nie skoncze nie zmieniam zwrotki na kolejna na rzutniku. A jak juz dojezdzam do konca inter, to zmiana przezrocza, glosem intonuje kolejna zwrotke i ludzie "jada" dalej.
Oczywiscie nie stosuje interludiow na kazdej piesni i po kazdej zwrotce!! . Tylko w przypadku jesli sa jakies przeslanki, zeby zaspiewac wiecej niz 2-3 zwrotki jakiejs piesni.

2004-12-31, 13:34
Paweł Adamczyk

A czemu nie po każdej? Ja w imię urozmaicenia, odpoczynku i posłuchania instrumentu, a także kształcenia swoich umiejętności improwizacyjnych robię przegrywki po każdej zwrotce, zależnie od czasu piesni i okresu liturgicznego. Nikt mi nie zaczyna śpiewać w tym czasie. POtem oczywiście D7, oddech i intonuję kolejną zwrotkę.

2005-01-01, 11:40
Toeko

Jest zbiór "Wariacje organowe <Na Melodiach Polskich Pieśni Kościelnych>" Kazimierza Garbusińskiego (1883-1945). Jest Chorał, kilka wariacji(4 - 5) i fantazja. W tomie I, który mam, jest 12 pieśni. Druk faksimilowy.

2005-01-03, 03:41
Rafal Kobic

U mnie rzadko kiedy jest szansa na wiecej niz jedna zwrotke, tylko na komunie mozna zaspiewac trzy czy cztery zwrotki.

[ Dodano: 2005-01-03, 02:42 ]
Chcialem powiedziec czasu brak!

2005-01-03, 14:12
Paweł Adamczyk

Jasne, że śpiew ludzi, to najważniejsze! Ale muszą mieć też czas żeby odetchnąć. A taka przegryweczka trwa kilka sekund, najwyżej ksiądz troszke dłużej postoi czy posiedzi. Nie robię fug tylko rozbudowane kadencje, czasem jak mam wenę to dorzucę jakąś alterację ze zboczeniem

2005-01-03, 15:58
Arkadiusz Frącz

Ostatnio po pieśni na Uwielbienie chciałem jeszcze dodać małe zakończenie na cichszych głosach, ale proboszcz wyskoczył "Módlmy się" równo z ostatnim akordem pieśni, a jako że miałem już ręce na drugim manuale, to dorzuciłem jeszcze jakąś "podrasowaną" kadencję, co proboszcz przeczekał ze stoickim spokojem

2005-01-04, 16:07
Hubert Krause

Czyli probst zaKOŃczył Twój występ Miałem raz taki przypadek, ale pociągnąłem wtedy jeszcze 3 zrotki. Zadyma byłą nieziemska, ale teraz nikt już się niewpierdziula podczas grania.

Pozdr.

2005-01-04, 17:13
Adam

pociągnąłem wtedy jeszcze 3 zrotki. Zadyma byłą nieziemska, ale teraz nikt już się niewpierdziula podczas grania.


I TO JEST SPOSÓB! POPIERAM!
A Liturgia to nie wyścig. Osobiście jestem przeciwnikiem bezsensownego przeciągania, bo wtedy też mnie mdli, ale powinno się zachować pewną powagę.

2005-01-11, 20:08
organicus

Byłem jakiś czas temu na mszy św. w katolickiej katedrze mariackiej w Erfurcie. Tam wstep (kilka minut) do pieśni jest czymś normalnym, (nawet na wyjście organista zagrał fugę na temat pieśni, po czym wszyscy włącznie z księdzem odśpiewali 3 zwrotki i po wyjsciu księdza do zakrystii zaczęli wychodzić z kościoła, choć większość została bo organista tak improwizował, że nie chciało się wychodzić). Nikt się nie denerwuje że coś za długo trwa. Ba, nie tylko wstęp do pieśni ale nawet do alleluja (mocne pleno) i to około 3 min!!!!!!!!!!!!!! Powiem tak: po tej mszy wyszedłem w "totalnie pozytywnym" (że tak powiem) szoku. Porównując muzykę liturgiczną Koscioła katolickiego w Niemczech a w Polsce, nasuwa się jedno okreslenie PRZEPAŚĆ!!!!!!!!!!! Jeśli w Polsce: wprowadzony zostanie ogólny porządny śpiewnik kościelny, będzie zniesiony obowiązek śpiewu (choćby tylko intonacji) przez organistę, a także akompaniamentu do wszelkich odpowiedzi, a do tego śpiew podczas komunii będzie tylko w czasie uwielbienia, kiedy juz wszyscy po Komunii Świętej i modlitwie zasiądą wławkach, to myślę, że wtedy muzyka liturgiczna zacznie nabierać "nowej jakości", bo na razie jakoś to wszystko wygląda niezbyt klarownie. Pozostaje jeszcze kwestia szkół muzyki kościelnej i kategorii organistów np. w w/w Niemczech są trzy A, B, C-organiści posiadający najnizsze wykształcenie.
Jako ciekawostkę podam fakt, że organista po Akademii Muzycznej w Polsce może być, np w Niemczech co najwyżej organistą kategorii C, a jeśli chce być B lub A to musi ukończyć (niełatwą) Kirche Musik-odpowiednio 4 i 5 lat. Pozdrowienia dla Wszystkich

2005-01-11, 21:13
Paweł Adamczyk

I tak powinno być.
Ale zauważ, że w polsce wszystkie zgrzybienia, przekręty, nadużycia, dewiacje i wszelkie inne brudy określa się kultowym już mianem "TRADYCJA".
Zgadzam się, że śpiewanie pieśni na Komunię jest akurat niezbyt trafne, bo ludzie przyjmują Komunię, potem się modlą i nie śpiewają, dlatego w tym miejscu powinien być porządny utwór pasujący formą i powagą do tego obrzędu (co już by eliminowało dużą grupę nieprofesjonalistów, którzy by po prostu nie umieli tego zagrać) lub co najmniej improwizacja na poziomie.
Również prawdą jest, że niestety nie można u nas zrobić dłuższego wstępu do czegoś, bo, przynajmniej ja mam takie wrażenie, zaraz czujesz na sobie wszystkie myśli ludzi: co on wyprawia, czemu nie gra, czemu przeciąga itd. Ale to inne wiekowe tradycje, inna mentalność, inny naród. Przypuszczam że w Polsce jeszcze bardzo długo - o ile w ogóle - dojdziemy do takiego poziomu muzyki w kościołach jaki jest w Niemczech.

2005-01-12, 05:56
eduscho

Nie wiem czy stawianie Niemców za wzór to taka dobra sprawa.Byłem na I -szej komunii św. w mieście Mainz .Organy ogromne, a w czasie mszy św. grano na fortepianie i jakaś kobitka pitoliła na flecie. Kosciół KATOLICKI ! Pytałem po mszy św. czy organy zepsute ? ,,Nie, taką proboszcz i rada parafialna miał koncepcję owej uroczystości."Padła odpowiedź. A do I -ej komunii przystępowało około 100 dzieci.

2005-01-12, 15:26
Piotr Ahmad

I tak powinno być.
dlatego w tym miejscu powinien być porządny utwór pasujący formą i powagą do tego obrzędu (co już by eliminowało dużą grupę nieprofesjonalistów, którzy by po prostu nie umieli tego zagrać) .



hmmm... ja nie umiałbym tego zagrac na przykład. I co, wyrzuciłbyś mnie z chóru? A Maćka M., który (choć do Niego i Jego umiejętności mi daleko) prezyznał, ze klęka na prostym preludium, też byś "wyeliminował"?

pozdrawiam

[ Dodano: 2005-01-12, 15:29 ]
A co do poziomu muzyki kościelnej w Polsce: ja byłbym usatysfakcjonowany już tym, gdyby niektórzy wierzgający i rżący księża przestali lekceważyć i konizować Liturgię, innych ulepszeń nie wymagam, bo jak już to osiągniemy, to mamy dużo pieśni, z których możemy korzystać, nie potrzebujemy wzorców skądkolwiek. I będzie piękna polska Msza św. Nie gorsza niż niemiecka.

2005-01-12, 19:06
Karolina

Trzeba jasno powiedzieć, niestety w tej kwestii nie dorastamy Niemcom. Spowodowane jest to tym, że proszę zauwazyc, jak przebogatą mają oni kulturę muzyczną. Historię, historyczne instrumenty, Bach, Haendel... Jakby nie patrzeć i nie ujmując nic Polakom (którzy my wszakże tez mamy sie czym pochwalić) to jednak Niemcy w inny sposób postrzegają tą swoją kulturę, jest większy nacisk, więcej wymagań. Aby zostać organistą nie wystarczy (ledwno) skończyć pierwszej lepszej organisótwki ale na wykształcenie kładą duży nacisk. Niestety nie dałoby to wtedy szansy samoukom, którzy potrafią być lepsi od niektórych ludzi po studiach, kilka zacnych przykładów mamy na forum . Obawiam się tylko (mam nadzieję, że ktoś te obawy rozwieje), że postępując w ten sposób mogą za kontuarem znaleźć się ludzie, którym brak tego co w organiscie liturgicznym najważniejsze: nie robią tego z miłosci do Boga, bez przekonania, że tym co robią chwalą Pana, nie mają w sobie tego "czegoś" co pozwala że nawet samouk jest świetnym organistą w kościele, co także było kilkakrotnie na forum wałkowane.

2005-01-12, 20:16
nowiciu

Nie wydaje mi sie aby zgromadzenie liturgiczne było właściwym miejscem do popisów Pana Organisty : przeciez liturgia ma inny cel ! Uzasadniona jest przygrywka do pieśni czy mała improwizacja po pieśni ale 3-minutowy koncercik przy każdej okazji to chyba zaburzenie proporcji ! W Wielkim Poście lubie "na dziękczynienie" siedzieć cicho, i ta cisza ma swój smak ! Często na porannej mszy w tygodniu nie ma sensu grac pieśni na komunię św. bo i tak nie ma kto śpiewać / stały skład 3 babek nabożnych acz niemuzykalnych / i wtedy jakis choralik czy część partity całkiem nieźle pasują. Ale wtedy tak kombinuję żeby sobie babczątka chociaż na dziekczynienie " wielbie Ciebie..." zaśpiewały Zgodze sie na małe plumkanie przed śpiewem na wejście czy po mszy ale w czasie liturgii to mi to jakos takie koncertowanie nie pasuje na polskie warunki. Przykład niemiecki jest dla nas nieadekwatny bowiem inna u nich kultura muzyczna i podejście do liturgii, nie mówie , że zła ale , że INNA ! /vide post Karoliny/. Krótko mówiąc : " ZNAJ PROPORCJUM MOCIUM PANIE "

2005-01-12, 20:24
Paweł Adamczyk

No przecież nie mówię, żeby nie było śpiewania w ogóle.

Sol i Maciek - po pierwsze wierzę w Wasze umiejętności, po drugie - napisałem "lub co najmniej improwizacja na poziomie" - to na pewno potraficie. Po trzecie na razie ja również nie mam żadnego utworu, który by ewentualnie pasował do omawianej sytuacji, bo nie było ku temu potrzeby ani możliwości technicznych (czyt. odpowiedniego instrumentu).

2005-01-12, 20:44
nowiciu

Pablo: co do instrumentu odpowiedniego to polecam Ci partity Bacha, fajne , poszczególne częsci niezbyt długie i nie wymagają pedału a wiec do zagrania na parapecie są jak znalazł podobież "Preludia" Żelenskiego !

2005-01-13, 12:28
Hubert Krause

Nie wydaje mi sie aby zgromadzenie liturgiczne było właściwym miejscem do popisów Pana Organisty : przeciez liturgia ma inny cel ! Uzasadniona jest przygrywka do pieśni czy mała improwizacja po pieśni ale 3-minutowy koncercik przy każdej okazji to chyba zaburzenie proporcji ! (...)



A jaki cel ma Liturgia?? "Chwała Boża i uświęcenie wiernych" !!! Zadaniem Organisty jest uświetnianie liturgi. I nie widzę nic niestosownego w kilkuminutowych wstępach. W Poznaniu jest Mistrz takich wstępów. Warto posłuchać. Triowy wstęp do psalmu, fughetta przed Alleluja, Preludium chorałowe przed pieśnią na wejście (często w Pleno) etc. A jaka harmonia!!! Często akompaniując stylizuje, używając środków stosowanych w okresie z którego pochodzi pieśń. I to jest liturgia na poziomie. Niestety ów Mistrz (mający swe plusy i minusy rzecz jasna ) stał się celem ataków. Ostatnio jakiś nawiedzony poleciał nawet do Arcyszefa i nagadał Mu jakoby Mistrz był psychiczny. A i księżulki gadają że XX "protestantyzuje nam liturgię". Konie!!!. Niestety. Dla wielu osób organista jest tylko uciążliwym i kosztownym dodatkiem. Zresztą nikomu niepotrzebnym. Na szczęscie dla koni jest jeszcze gitara i ołazowe piosenczynki-popłuczynki. Taa. To jest zapewne bardzo wysoki poziom. "ihaha" !!! Poprawiamy uzdę, nowe podkowy, ładny berecik i robimy prawdziwą liturgię!!! Bez wstępów. Używamy tylko 3 funkcji. Nie przeginajmy! Tylko aKOŃpaniujemy mszycom. To nie czas na występy! Po co nam wiedza? My przyśliśmy sobie pośpiewać! Po co organista? Tylko bez sensu przedłuża! "ihaha" !!! Alleluja i do przodu!!! KOŃiec.

Pozdr.

2005-01-13, 16:31
Paweł Adamczyk

Jest prawdopodobne, że zmienię pracę, a co za tym idzie instrument na 2-man. viscount, 39 głosów. Wtedy już nie będzie wymówek, że nie mam na czym grać, poleci Bach, Elert i inne dzieła

2005-01-13, 19:17
organicus

Z tego co przeczytałem "w przelocie" to widzę, że Niektórzy nie rozumieją znaczenia słowa organista. Bez urazy, ale bogatsza oprawa (po to ten instrument jest) muzyczna wcale nie jest koncercikiem czy popisami Pana Organisty! Proporcje na Owej Mszy były jak najbardziej wyrównane. Nikt z wiernych (przynajmiej w mojej okolicy) nie wykazywał choćby troszeczkę zniecierpliwienia. Można to wytłumaczyć: organista wiedział co improwizuje. Grał naprawdę wyśmienicie, a ludzie, po każdym tak bogatym wstępie tym bardziej chętnie sięgali po śpiewnik i śpiewali. Inna sprawa, to, że podczas śpiewu ksiądz nie śpiewał do mikrofonu, tylko z całym zgromadzeniem i nie on nadawał ton, a organista sugestywną grą na organach. Co do wypowiedzi o samoukach: nie uważam, że Tych ludzi powinno się przez to dyskryminować, czy w inny sposób punktować, ale na Boga, niech w Polsce zacznie się w końcu zwyczaj, że w parafiach powyżej 5000 wiernych, zwłaszcza w miastach, grają organiści, jeśli już nie po akademii muzycznej, to przynajmiej wyłonieni w drodze konkursu, gdzie jury składaćby się powinno z kompetentnych osób z profesoramii akademii na czele. Poza tym (znów bez urazy dla Kogokolwiek), ale w dawnym Gdańsku (ktoś nazwał że to było "zagłębie organowe"), wszystkich, którzy nie byli odpowiednio wyuczeni w danym fachu, a zajmowali się nim, nazywano partaczami. Co do pieśni jakie mamy w Polsce: większość uważam za bardzo piękne, zwłaszcza teksty, ale, wybaczcie wiele i to takich, które mozna uzywać podczas liturgii, mają melodie jak "do kotleta". Mam zdecydowanie konserwatywne podejście do muzyki w liturgii-wszelkie przejawy mieszania np melodyjek gitarowych i organów podczas jednej mszy to absurd. polecam nie tyle "proporcje", a "wyczucie", którego bardzo w polskiej muzyce podczas liturgii, brakuje. Jeśli Kogokolwiek z Szanownych Państwa uraziłem tonem swych wypowiedzi, to z góry przepraszam. Pozdrowienia dla Wszystkich!

2005-01-13, 20:13
Paweł Adamczyk

Ależ myślę że nie, masz całkowitą racją.

2005-01-13, 20:16
Jacek Rządkowski

Zaiste, organicus ma rację (wedle mnie!)

Zali organista po łacinie to... "organarius"

2005-01-13, 21:13
Piotr Ahmad

Z tego co przeczytałem "w przelocie" to widzę, że Niektórzy nie rozumieją znaczenia słowa organista. Bez urazy, ale bogatsza oprawa (po to ten instrument jest) muzyczna wcale nie jest koncercikiem czy popisami Pana Organisty! Proporcje na Owej Mszy były jak najbardziej wyrównane. Nikt z wiernych (przynajmiej w mojej okolicy) nie wykazywał choćby troszeczkę zniecierpliwienia. Można to wytłumaczyć: organista wiedział co improwizuje. Grał naprawdę wyśmienicie, a ludzie, po każdym tak bogatym wstępie tym bardziej chętnie sięgali po śpiewnik i śpiewali. Inna sprawa, to, że podczas śpiewu ksiądz nie śpiewał do mikrofonu, tylko z całym zgromadzeniem i nie on nadawał ton, a organista sugestywną grą na organach. Co do wypowiedzi o samoukach: nie uważam, że Tych ludzi powinno się przez to dyskryminować, czy w inny sposób punktować, ale na Boga, niech w Polsce zacznie się w końcu zwyczaj, że w parafiach powyżej 5000 wiernych, zwłaszcza w miastach, grają organiści, jeśli już nie po akademii muzycznej, to przynajmiej wyłonieni w drodze konkursu, gdzie jury składaćby się powinno z kompetentnych osób z profesoramii akademii na czele. Poza tym (znów bez urazy dla Kogokolwiek), ale w dawnym Gdańsku (ktoś nazwał że to było "zagłębie organowe"), wszystkich, którzy nie byli odpowiednio wyuczeni w danym fachu, a zajmowali się nim, nazywano partaczami. Co do pieśni jakie mamy w Polsce: większość uważam za bardzo piękne, zwłaszcza teksty, ale, wybaczcie wiele i to takich, które mozna uzywać podczas liturgii, mają melodie jak "do kotleta". Mam zdecydowanie konserwatywne podejście do muzyki w liturgii-wszelkie przejawy mieszania np melodyjek gitarowych i organów podczas jednej mszy to absurd. polecam nie tyle "proporcje", a "wyczucie", którego bardzo w polskiej muzyce podczas liturgii, brakuje. Jeśli Kogokolwiek z Szanownych Państwa uraziłem tonem swych wypowiedzi, to z góry przepraszam. Pozdrowienia dla Wszystkich!



temat dotyczący kwestii: Kto lepszy: grajek czy magister sztuki?/" poruszliśmy już wiele razy, z wszystkich ,ożliwych punktów widzenia, a co do wyczucia, to nie nabywa się go z dyplomem.

pozdr

2005-01-13, 22:05
organicus

Jasne, że wyczucia nie nabywa się z dyplomem. Pamiętajmy jednak, że muzyka organowa, nazwijmy to, solowa, rządzi się takimi samymi prawami jak muzyka podczas liturgii. Innymi słowy, organista po akademii, lub po innej szkole, w której dany utwór rozdrabniany jest na atomy, łatwiej wprowadzi w życie grę, która charakteryzować się będzie przynajmiej uporządkowaniem rytmicznym (którego bardzo często brakuje w muzyce liturgicznej w wielu parafiach w Polsce), nie wspominając o poprawnej rejestracji (zwłaszcza na barokowych organach), artykulacji, czy odpowiednim stawianiu akcentów. Edukacja w akademii nie sprowadza się tylko do lekcji z profesorem czy graniu koncertów. Ważnym aspektem są wszelkie kursy organowe zarówno interpretacji jak i improwizacji. Dobrze by było aby takie kursy organizowane były dla ludzi powiedzmy "mniej wtajemniczonych" w sztukę organową (a może już są?). Jak na razie w Polsce muzyka organowa postrzegana jest jako powolne i ocieżałe smędzenie na organach. Nie jest to moje zdanie, a wielu osób z którymi na ten temat rozmawiałem. Czasem jestem w innych kosciołach i słyszę grę, która wręcz uwłacza godności liturgii i samemu Bogu. Kiedyś profesor Gembalski napisał w Ruchu muzycznym ciekawy artykuł, w którym to wyraźnie zaznacza, że gdzie jak gdzie ale w Kościele powinno się dążyć do tego aby muzyka była na najwyzszym poziomie. Wszak Pan Bóg powinien być czczony przez sztukę najwyższej próby, a nie przez prymitywizm. A co do chorałów przed pieśniami: nie ograniczajmy się w wielu przypadkach do preludiów Chlondowskiego czy Żeleńskiego. Polecam kompozytorów którzy byli przed Bachem np. Scheidemann, Bohm, Scheidt, Weckmann, francuskich kompozytorów, de Grigny, hiszpańskich, włoskich - wyśmienity Frescobaldi, czy piękne polskie tabulatury organowe: Jana z Lublina, Gdańską, Warszawską. (Pamiętajcie że wyd. Petersa nie są zbyt szczęśliwe i zawieraja wiele błędów).

2005-01-14, 12:10
Hubert Krause

(...) Co do pieśni jakie mamy w Polsce: większość uważam za bardzo piękne, zwłaszcza teksty, ale, wybaczcie wiele i to takich, które mozna uzywać podczas liturgii, mają melodie jak "do kotleta". Mam zdecydowanie konserwatywne podejście do muzyki w liturgii-wszelkie przejawy mieszania np melodyjek gitarowych i organów podczas jednej mszy to absurd. polecam nie tyle "proporcje", a "wyczucie", którego bardzo w polskiej muzyce podczas liturgii, brakuje. Jeśli Kogokolwiek z Szanownych Państwa uraziłem tonem swych wypowiedzi, to z góry przepraszam. Pozdrowienia dla Wszystkich!



No miło, że ktoś ma poglądy podobne do moich. Cieszy mnie to bardzo. Kolejny KONSERWATYSTA na forum. Super. Witam i pozdrawiam serdecznie.

A co do Preludyjeczek Księdza Chlondowskiego to z całym szacunkiem dla Fanów Jego twórczości ale dla mnie są to typowe popierdóły. Nuda wieje z 225 utworków. O ile się niemylę to nawet nagrał je (kilka sztuk) na Organach w Lądzie współbrat Chlondowskiego czyli Ksiądz Maciej Szczepanik, zdaje się dyrektor salcesońskiej szkoły w mieście Szczecin, absolwent wydziału Pedagogicznego AM w Poznaniu. Mam też Jego płytkę pt. "Spotkanie z muzyką organową". Hm... Powinna się zwać raczej jak z Organów zrobić Hammonda . O wiele lepsze (właściwie bez sensu jest porównywanie) są chorały mistrzów przedBachowskich. Zdarzają się tam prostsze kawałki. Np. taki Pachelbell wcale trudny nie jest a wartość artystyczna kilka poziomów ponad Księdzem Chlondowskim.

Pozdr.

[ Dodano: 2005-01-15, 13:13 ]
Sorry za literówkę. Ów salezjanin to Ks. Maciej Szczepankiewicz a nie Szczepanik jak napisałem. W Poznaniu jest dyrygent o takim nazwisku i pokiełbasiło mi się z rozpędu.

Pozdr.

2005-01-15, 22:28
nowiciu

A ja niestety nadal i nieodwołalnie z maniackm uporem wartym lepszej sprawy uważam, że fugii i preludyja w trakcie liturgii to przerost formy nad trescią; szczególnie w tygodniu o rannej porze Mistrzów instrumentu prosze na sale koncertowe i recitale, festiwale , konkursy, warsztaty i kursy mistrzowskie; zaś moim skromnym zdaniem liturgia to nie miejsce do popisów, tak to czuje i nic na to nie poradze i wale nie uważam że wybitny organista-improwizator to jakiś liturgiczny protestant, po prostu wydaje mi sie że nie ten czas i nie to miejsce). Zachwyty kolegów szanownych nad trzyminutowa fugettą przed alleluja rozumiem ale jakos nie widze uzasadnienia dla niej w liturgi. I nie jestem ani cyniczny ani małostkowy. Może improwizacje, fugii i preludyja zostawny na "po mszy" , kto bedzie chcial, kto doceni, to zostanie i wysłucha pięknem onych zachwycony, co stwierdzając nieutulony w żalu pozostaję ...

[ Dodano: 2005-01-15, 22:35 ]
Hubercie coś spierdólił Chlądowsiego ! Czekamy na Twoje zacne wydania on podłego Chlądola lepsze ! / wcale nie jestem fanem jego preludyjek, ale okropnie autorytarnie go oceniasz, wydałeś lepsze preludyja ? / Czuje bazarowe klimaty

2005-01-15, 22:58
Jacek Rządkowski

Nowiciu, uprzejmie Cie informuję, że wszystkie te kursy... etc. są właśnie po to by podnieść poziom muzyki kościelnej, od lat "uprawianej" przez tłumy dławidudów. To nie jest tak, że w liturgii nie ma miejsca na muzykę - to jest tak, że muzyki nie ma w liturgii bo nie ma komu jej grać, a jej sensu się nie pojmuje. No ale jak ma to pojąć rasowa mszyca, skoro jak widać nie pojmuje tego człek mniemający że jest organistą ?!

Przepisy jasno precyzują gdzie i dlaczego solowa muzyka organowa może i powinna być wykonana. A więc:
1. Może poprzedzać pieśń na wejście (przygrywka chorałowa przed Mszą, czy dłuższe preludium podczas długiej procesji wejścia jak najbardziej są na miejscu);
2. Podczas uroczystej Mszy, gdy jest zasypanie kadzidła i błogosławieństwo diakona, krótki improwizowany wstęp o charakterze fanfary bardziej niż fugi przed Alleluja jest jak najbardziej na miejscu;
3. Może zastąpić pieśń podczas przygotowania darów (oczywiście nie na codzień, ale podczas uroczystej Mszy z długą procesją z darami jak najbardziej);
4. Może być wykonana podczas Komunii (rozsądek wskazuje, ze albo jako przygrywka chorałowa do pieśni komunijnej, albo gdy obrzęd trwa dłużej może to być utwór po kilku zwrotkach pieśni komunijnej);
5. Może jak najbardziej być wykonana w czasie gdy wierni modlą się po Komunii Świętej (to dobre rozwiązanie akurat na dzień powszedni);
6. Liturgię kończy rozesłanie, i potem jak najbardziej jest czas na muzykę, a już na pewno wtedy gdy zakończy się tzw. pieśń na zakończenie.

Z przykrością muszę stwierdzić, że niestety zaściankowość w podejściu do muzyki sakralnej w Polsce jest w dużej mierze wynikiem faktu, że śmieszne i tchnące elementarnym niezrozumieniem roli muzyki w liturgii poglądy jakie byłeś wyżej zaprezentować - urosły u nas do rangi "tradycji". Podczas gdy prawda jest taka, że w interpretacjach teologów liturgii muzyka organowa jest postrzegana jako znak paschalnej radości i liturgia ubożeje, gdy znaku tego nie ma!

Natomiast, co do twórczości ks. Chlondowskiego: Zgadzam się, że nie są to arcydzieła, że wszystko to jest powielanie pewnych pomysłów w nieskończoność. Jednak nie brak w owym zbiorku utworków bardzo wartościowych, a dla mnie osobiście solidne ich studium było ważnym krokiem w etapie samokształcenia się w dziedzinie harmonii.

2005-01-16, 10:36
nowiciu

Jacku Szanowny ! Jako osoba nikczenie sie za organiste mniemająca, pragne zauważyć, że co do mszy uroczystych sporu miedzy nami nie ma wtedy jest i czas i miejsce na organowe solo które tylko charakter liturgii podkreśla, uzwniośla itp. Ale nie wyobrazam sobie trzyminutówek przed każdym śpiewem na każdej mszy, "przy każdej okazji" a taka wizja siem wyłania z lektury postów wyzej zamieszczonych. To właśnie nazywam przerostem formy nad treścią ubolewając jednocześnie nad niecnym procederem "wyłączania organisty" podczas wykonywania utworów stosownych po śpiewie na zakończenie. I to by było na tyle...

2005-01-16, 12:20
eduscho

Wszystko to co piszecie jest piękne. Ale gdzie poprawka na ,,szefa" ??? Znam proboszcza który gwoli oszczędności (według mnie pozornej ) każe swemu organiście wyłączać organy po ,,Święty" , aklamacja po przeistoczeniu recytowana, organy włącza się dopiero na ,,Ojcze nasz" a i to tylko w niedzielę.W tygodniu większość tekstów recytowana.(to po co organista,a jest!) Koleś mnie tam raz wrobił - zastępstwo bez ,,uświadomienia" no i ów proboszcz po ,,Święty" mówi do mikrofonu: Panie organisto, proszę wyłączyc motor. O graniu przed lub po mszy św. nie ma oczywiście mowy.I co wy na to ???? Bo jeżeli chodzi o mnie to mnie już tam nie zobaczą.I nie chodzi wcale o to wyłączanie, tylko o preludiowanie.

2005-01-16, 12:31
nowiciu

Kiedyś były takie fajne klasztory, z zimnymi, ciemnymi i mokrymi celami "typu pokutnego" w sam raz dla takiego oszczędnego proboszcza. Oszczędnie sie tam jadało i ubierało, nikt nie przeszkadzał: ani ludzie ani organista. A i za prąd nie trzeba było płacić ! Ale poważnie: taki proboszcz to szkodnik nadużywający władzy, zwykły tupeciaż albo nieoogarniajacy rzeczywistości staruszek, jedno i drugie dla organisty nie do przeskoczenia, niestety.....

2005-01-16, 13:51
organicus

Co do owych wstępów: na mszy w Erfurcie byłem w niedzielę, była to suma. Wstęp do alleluja nie był fugą a uroczystą fanfarą, gdy pod koniec wstępu organista zapodał melodię alleluja i skończył kadencją, po czym w unisonie całą melodię powtórzył wraz ze śpiewającym "pełną gebą" ludem, następnie mały bajtel od ambony (bez akompaniamentu organów!!!!!!) odśpiewał uroczo werset i znów alleluja organy (nie słyszałem księdza solówki do mikrofonu )+ lud, z tym że organy grały juz prawie "pełną parą", wcale nie zagłuszjąc przy tym ludzi. Poza tym msza była tak uroczysta (SUMA), że przepraszam, ale w Polsce czegoś takiego jeszcze nie słyszałem. Z całym szacunkiem dla Wszystkich Kolegów Organistów. Muzyki organowej było "w sam raz". Powtarzam też, że nie zauważyłem, żeby ktoś się niecierpliwił. Inny świat, czy co? Jeśli chodzi o dni powszednie, to nie jestem za Bóg wie jakimi formami instrumentalnymi podczas mszy, ale jeśli zamierza się zagrać jakąś pieśń, to niech ten wstęp, nawet w kilku taktach (w ostateczności kilku), będzie sensowny i wyraźnie wprowadzający w pieśń, a nie jak to często słyszę pitolenie 5 przez 9,5. Rejestracje w czasie mszy można zmieniać i trzeba nawet bardzo często, w zależności od charakteru danego fragmentu. Jak mało rejestrów, to może na niektórych 4' grać czasem o oktawę niżej? Przyzwyczajać ludzi do tego że to oni mają śpiewać, a nie organista!!!!! Co do szefa... Przypadek opisany wyżej dowodzi tego, że ktoś znalazł się nie na właściwym stanowisku. Cóż bywa. Czasem też niektórzy dmuchają w mikrofon, albo w inny sposób wykazują swoją niecierpliwość. Szczyt!

2005-01-16, 18:40
Hubert Krause


[ Dodano: 2005-01-15, 22:35 ]
Hubercie coś spierdólił Chlądowsiego ! Czekamy na Twoje zacne wydania on podłego Chlądola lepsze ! / wcale nie jestem fanem jego preludyjek, ale okropnie autorytarnie go oceniasz, wydałeś lepsze preludyja ? / Czuje bazarowe klimaty



Dzięki za wyrazy uznania > Nieprzypominam sobie abym napisał, że stworzyłem kompozycje lepsze od Chlondowskich. Bo też kompozycją się niezajmuje. Od czasu do czasu coś tam sobie z własnej twórczości zapisze. Ale nie traktuje tych zapisów jako wzorców do naśladowania i chwalenia się nimi. Stwierdziłem tylko, że porównując stopień trudności preludyjek made by Chlondowski z Utworami Pachelbela, można zauważyć, iż niektóre przy podobnym stopniu trudności prezentują znacznie wyższy poziom artystyczny. Po prostu Pachelbell przewyższa Chlondowskiego. A tu się okazuje, że ktoś zrozumiał to jakobym ja twierdził, że jestem lepszy od Chlondowskiego. No ludzie!! Czytajcie dokładnie!! A więc skoro ja nic niestworzyłem to niemam prawa twierdzić o wyższości Pachelbela nad Chlondowskim. No ciekawe bardzo.

Stwierdzić tylko mogę, iż myślenie Kolegi "nowiciu" niczym nie różni się od "myślenia" konsystorza który zatrudniał Największy Autorytet i Mistrza Niedoścignionego czyli samego Bacha. Improwizacja, przygrywki, fugi - po Mszy. Na Mszy tylko akompaniujemy. Najlepiej za pomocą triady. Żeby nieprzeginać. Wszak Msza to nie popis. Gramy jak najprościej, jaknajciszej. Organista to tylko zapchajdziura. Grać to sobie można jak ludzi nie ma. Najlepiej w nocy. Ihaha!! Ihaha!!

Pozdr.

2005-01-16, 20:16
konan

Znam proboszcza który gwoli oszczędności (według mnie pozornej )



Zaiste, pozornej, a tak naprawde falszywej.
Pewnie kon. Szef nie wie, że urządzenie elektryczne (a zwlaszcza silnik) do rozruchu zużywa znaacznie więcej energii niż podczas pracy. Wyłaczanie na kilka minut nie tylko nie powoduje zaoszczędzenia energii, lecz moze nawet powodowac zwiekszenie jej zuzycia.
Podobnie sie ma rzecz z wylaczniem swiatla na kazde wolne 3 minuty. Zwlaszcza, jesli uzywamy zarowek energooszczednych ...;-)

2005-01-16, 20:46
Hubert Krause

Pewnie w seminariach uczą inaczej. Uczą: "Ksiąz ma zawsze rację bo na wszystkim zna się najlepiej"

Pozdr.

2005-01-16, 22:47
konan

A zebys wiedzial:-))). jedno z ulubionych powiedzen mojego szefa: "Czy w tej parafii to tylko ksiadz proboszcz potrafi myslec?" ).

2005-01-16, 23:22
nowiciu

Hubercie Szacowny: powtarzam po raz wtóry, że niejestem fanem Chlądowskiego, i sam Chlądowski swoim fanem nie jest bowiem określa owe preludia jako propozycje, sugestie a nie dogmat ! Po prostu facet napisał zbiorek preludiów i zaproponował takie a nie inne opracowanie które moga być pomocne dla kogoś. Dlatego nie uważam żeby je pierdólkami nazywać bo sa ludzie którzy ku porzytkowi swemu z nich korzytali. Porownywanie Chląda z Pachelbelem itp jest nie na miejscu : nie ta klasa nie ten poziom! Ale nic Ci nie ujmując , nie powinieneś tak OKROPNIE Chlądowskiego-nieboraka tak z buta traktować , są ludzie którym sie przydał / mi nie ? co do dokłanego czytania postów : polecam autorefleksję. Nad wyraz serdecznie pozdrawiam

2005-01-17, 12:27
Tomasz Sobczuk

Oszczędzają proboszczowie, oszczędzają....
A jakby tak zamiast "Renówki", czy "Opelka" kupili sobie używanego "Polonezika", a gdyby tak wzięli sobie na gosposię staruszkę, która ma rentę i zwolnili tą miłą panią zlekka młodszą od proboszcza, a gdyby tak zamiast oddawać salkę Parafialnemu Kołu Przyjaciół Radia Maryja pozwolono tam przeprowadzić próbę chóru, a gdyby tak zamiast kupować horrendalnie drogiego wina mszalnego kupić "Prince Stephane", albo "Fresco" (Msza będzie nadal ważna), a gdyby tak farelke z prezbiterium przenieść na chór....
Wymieniać można różnie dodatkowe kwestie... Napewno zmiany takie nie wpłynęły by na wzrost wydatków, a w niektórych przypadkach by je zmniejszyły, ale proboszczów w rozwju nie przeszkoczymy...

2005-01-17, 12:52
Piotr Ahmad

Oszczędzają proboszczowie, oszczędzają....
A jakby tak zamiast "Renówki", czy "Opelka" kupili sobie używanego "Polonezika", a gdyby tak wzięli sobie na gosposię staruszkę, która ma rentę i zwolnili tą miłą panią zlekka młodszą od proboszcza, a gdyby tak zamiast oddawać salkę Parafialnemu Kołu Przyjaciół Radia Maryja pozwolono tam przeprowadzić próbę chóru, a gdyby tak zamiast kupować horrendalnie drogiego wina mszalnego kupić "Prince Stephane", albo "Fresco" (Msza będzie nadal ważna), a gdyby tak farelke z prezbiterium przenieść na chór....
Wymieniać można różnie dodatkowe kwestie... Napewno zmiany takie nie wpłynęły by na wzrost wydatków, a w niektórych przypadkach by je zmniejszyły, ale proboszczów w rozwju nie przeszkoczymy...



Święta prawda, do całej tej listy dodam jeszcze:

a gdyby tak nie inwestować w nowa plebanię.

Jeśli chodzi po samochód, to już nawet nie Poloneza, ale jakiś pojazd za 20 tys zamiast za dwa razy tyle...

Co do wina, u nas używa się marki "Silver Creek".

2005-01-17, 12:53
Tomasz Sobczuk


Co do wina, u nas używa się marki "Silver Creek".



A jak się przedstawia cena tegoż trunku, i jaki jest w smaku?

2005-01-17, 12:57
Hubert Krause

Nowiciu drogi!! Napisałem: O wiele lepsze (właściwie bez sensu jest porównywanie) są chorały mistrzów przedBachowskich. Co Kolega później potwierdził słowami: Porownywanie Chląda z Pachelbelem itp jest nie na miejscu : nie ta klasa nie ten poziom!. I o to mi chodziło. Mi się te preludyjka nie podobają. Oczywiście, że są Osoby którym się one podobają. Zwróciłem tylko uwagę (przyznam się, że w sposób sobie właściwy - a więc dosadnie i bez zbytniej delikatności ) iż w związku z podobnym poziomem trudności a znacznie wyższą wartością artystyczną lepiej byłoby zająć się utworami Mistrzów przedBachowskich. Amen. Pozatym nie walnałem Chlondowskiego z buta. Przecież Jego twórczość to nie tylko owe 225 "pierdółek" Napisał kilka ciekawych utworów wokalnych. To tyle celem sprecyzowania mojego "stosunku" do Chlondowskiego.

Pozdr.

2006-10-16, 13:49
Wojtek Jabłoński

moja babcia slucha radyja i leciała wlasnie jakas msza dla vipów u MATKI BOZEJ TRYBUNALSKIEJ. Rozapoczynala sie komunia słysze a tam organista zaczyna Bogurodzice (przygrywka) a tu nagle wyskakuje ze spiewem Bądźże pozdrowiona.

2006-10-17, 00:03
Kamil Frąś

Może się zorientował że nie wypada maryjnych na komunie grać.

2007-03-01, 15:47
organicus

W świetle nowych faktów zapodanych przez o. Kwietnia w artykule, odsyłam do tematu - link w moim podpisie.

Chorały przed pieśniami . Chorały, chorały i umarły ...

AUKCJA "SIEDEM PIEŚNI MARII" z autografami solistó
CEREMONIA - edytor pieśni na ekran
Pieśni, części stałe.
CHORAŁ GREGORIAŃSKI W PARAFIACH, GDZIE GRAMY
Powtarzalność pieśni
chorał "Ein Feste Burg"
Pieśni
  • call of duty ubyte4n
  • oznaczenia elektryczne wylacznikow
  • ruch husycki
  • BFyczenia na rocznice B6lubu rodzicF3w
  • zdjecia satelitarne chorzowa
  • Spis wypowiedzi z for internetowych • Indeks